Uchwalona w przedwyborczym pośpiechu lata 2011 roku, przypieczętowała przemianę Polski z biorcy pomocy w donatora. Dziś przepływa przez nią ponad siedem miliardów złotych rocznie — i jedno zdanie, na którym wisi cała polska edukacja globalna. W piętnastą rocznicę sprawdzamy, co ta ustawa obiecywała, co dowiozła i dlaczego jej najkrótszy przepis może być najważniejszy.
Dziewiętnastego sierpnia 2011 roku Sejm miał przed sobą jeszcze tylko kilka posiedzeń. Do wyborów parlamentarnych zostało siedem tygodni, kampania rozkręcała się na dobre, a nad każdym niedokończonym projektem wisiała zasada dyskontynuacji: co nie zostanie uchwalone przed końcem kadencji, trafi do kosza i będzie musiało zacząć całą drogę od nowa. W tym tłoku spraw ostatniej szansy głosowano projekt, nad którym administracja pracowała — z przerwami — od siedmiu lat: ustawę o współpracy rozwojowej.
Przeszła stosunkiem głosów 261 do 138. Za — koalicja rządząca i lewica; przeciw — w komplecie największy klub opozycyjny. Kilka tygodni później, po poprawkach Senatu, Sejm domknął procedurę i ustawa otrzymała datę, pod którą figuruje do dziś: 16 września 2011 roku. Spór, który jej towarzyszył, nie dotyczył zresztą samej idei pomagania — tej w polskim parlamencie niemal nikt otwarcie nie kwestionował. Sceptycy pytali o co innego: czy kraj, który sam ledwie co przestał być biorcą pomocy, powinien w dobie kryzysu wydawać publiczne pieniądze za granicą, i czy wolno tak ważną ustawę przepychać w kilka tygodni. W senackiej komisji spraw zagranicznych legislatorzy zgłaszali jeszcze inną wątpliwość, na pozór techniczną, w istocie ustrojową: dlaczego do ustawy wpisano z nazwy jedną konkretną fundację, obdarzając ją radą złożoną z parlamentarzystów — skoro o kształcie fundacji powinien decydować fundator, a nie ustawodawca. Do tej fundacji jeszcze wrócimy.
Na tle legislacyjnej codzienności była to ustawa niepozorna: kilkanaście stron, dwadzieścia kilka artykułów. A jednak trudno o akt prawny, który zwięźlej opowiada historię polskiej transformacji. Kraj, który dekadę wcześniej figurował na listach biorców pomocy, własną ustawą ogłaszał, że staje po drugiej stronie. Piętnaście lat później przez system zbudowany na tym fundamencie przepływa ponad 7 miliardów złotych rocznie. To na jego podstawie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłasza konkursy, w których startują polskie organizacje pozarządowe — w tym nasza Fundacja. I to w nim, w art. 2 ust. 2, zapisano jedyną w całym polskim prawie definicję edukacji globalnej.
Rocznica wypada w momencie, który wystawia tę konstrukcję na próbę jak nigdy dotąd. Za nami statystyczny rollercoaster polskiej pomocy — od rekordowego 0,53 procent dochodu narodowego w 2022 roku do 0,16 procent w 2025. Za nami miażdżący raport Najwyższej Izby Kontroli, z zawiadomieniem do prokuratury włącznie. Za nami najgłębsza nowelizacja w historii ustawy. A wokół nas — globalne załamanie pomocy rozwojowej, jakiego świat nie widział, odkąd zaczął ją mierzyć. Dobry czas na bilans.
Dług, o którym rzadko pamiętamy
Żeby zrozumieć, czym ta ustawa jest, trzeba najpierw przypomnieć sobie, kim byliśmy, zanim powstała. A byliśmy — przez całe lata dziewięćdziesiąte — jednym z największych beneficjentów międzynarodowej solidarności na świecie.
Transformacja po 1989 roku nie sfinansowałaby się sama. Już w lutym 1990 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy zatwierdził dla Polski porozumienie otwierające dostęp do około 710 milionów dolarów. Kilkanaście państw zachodnich złożyło się na Fundusz Stabilizacyjny wart miliard dolarów, który uwiarygodnił sztywny kurs złotego — i którego, co wymowne, nigdy nie trzeba było ruszyć: sama jego obecność wystarczyła, by uspokoić rynki. W kwietniu 1991 roku wierzyciele publiczni z Klubu Paryskiego podjęli decyzję bez precedensu w swojej historii: umorzyli połowę polskiego długu, szacowanego na około 33 miliardy dolarów. Trzy lata później podobną redukcję zadłużenia komercyjnego wynegocjowano z bankami Klubu Londyńskiego. Bank Światowy pożyczył Polsce na restrukturyzację 3,74 miliarda dolarów, a unijny program PHARE przez półtorej dekady opłacał dostosowywanie polskich instytucji do standardów europejskich.
Zsumujmy: w latach 1990–2004 średnia roczna wartość oficjalnej pomocy dla Polski wynosiła około 1,46 miliarda dolarów, a łącznie — z dotacjami, kredytami preferencyjnymi i operacjami oddłużeniowymi — polska transformacja została wsparta kwotą przekraczającą nominalnie 50 miliardów dolarów. Rok 2004, rok akcesji do Unii, zamyka ten rozdział symbolicznie i formalnie: to ostatni rok, za który OECD zbierała dane o pomocy dla Polski.
Ta historia nie jest ornamentem. To ona ukształtowała tożsamość Polski jako donatora — i jego charakterystyczne rysy. W literaturze naukowej państwa naszego regionu opisuje się jako donatorów „wschodzących” lub, precyzyjniej, „ponownie wschodzących”, a ich znak firmowy to dzielenie się doświadczeniem transformacji: wiedzą o budowaniu demokratycznych instytucji, samorządu i wolnych mediów, świeżą, bo zdobytą na własnej skórze. Druga cecha modelu jest mniej podnosząca na duchu, za to twardo udokumentowana: donatorzy z Europy Środkowej kierują pomoc przede wszystkim do własnego sąsiedztwa, a o alokacji środków częściej przesądzają interesy bezpieczeństwa niż mapa światowego ubóstwa. Polska nie jest tu wyjątkiem — jest podręcznikowym przykładem. Wschodni wektor wpisano zresztą wprost do art. 1 ustawy, który wśród adresatów pomocy szczególnie wyróżnia państwa Partnerstwa Wschodniego.
Warto też pamiętać, że pierwsze kroki po stronie dawców stawiały nie instytucje, lecz obywatele. W grudniu 1992 roku — gdy Polska sama negocjowała umorzenie długów — z kraju wyruszył pierwszy konwój Polskiej Akcji Humanitarnej do oblężonego Sarajewa. Państwo dołączyło później: w 2003 roku rząd przyjął pierwszą strategię współpracy rozwojowej, w 2008 roku narodziła się marka „Polska pomoc”. Brakowało fundamentu — ustawy. Że powstawała aż siedem lat od akcesji, zawdzięczamy głównie sporom kompetencyjnym: resorty nie umiały się porozumieć, czy pomoc scentralizować w MSZ, czy powierzyć wyspecjalizowanej agencji, a Ministerstwo Finansów, przez którego ręce przechodziła lwia część środków, nie kwapiło się do oddawania kontroli. W konsultacjach organizacje pozarządowe skupione w Grupie Zagranica postulowały trzy rzeczy: ustawową zasadę spójności polityk na rzecz rozwoju (żeby na przykład polityka handlowa nie niweczyła celów pomocy), niezależną agencję wykonawczą i twardy mechanizm koordynacji międzyresortowej. Wszystkie trzy postulaty odrzucono. Zapamiętajmy je — bo wrócą, słowo w słowo, w rekomendacjach OECD i raportach NIK piętnaście lat później.
Co ustawa zbudowała
Oddajmy konstrukcji sprawiedliwość: uporządkowała chaos. Przed 2012 rokiem polska pomoc płynęła z corocznych rezerw budżetowych, doraźnie i bez planu. Ustawa dała jej architekturę, która — z jedną wielką nowelizacją — stoi do dziś.
Współpracę rozwojową zdefiniowano jako ogół działań administracji rządowej na rzecz państw rozwijających się, obejmujący trzy filary: pomoc rozwojową, pomoc humanitarną oraz edukację globalną. Koordynatorem całości został minister spraw zagranicznych, działający przez Krajowego Koordynatora Współpracy Rozwojowej w randze wiceministra. Strategię wyznacza Wieloletni program przyjmowany przez rząd na co najmniej cztery lata (obecny, „Solidarność dla rozwoju”, obejmuje lata 2021–2030), a operacyjnym przełożeniem strategii na konkrety jest roczny Plan współpracy rozwojowej — ten na 2026 rok przewiduje wydatki rzędu 7,14 miliarda złotych i wskazuje sześć krajów priorytetowych: Ukrainę, Mołdawię, Palestynę, Liban, Kenię i Tanzanię. Wykonawców — organizacje pozarządowe, samorządy, uczelnie — wyłania się co do zasady w otwartych konkursach. Przy ministrze działa wreszcie Rada Programowa Współpracy Rozwojowej, ciało opiniodawczo-doradcze o czteroletniej kadencji.
Konstrukcja szybko przeszła pierwszy test wiarygodności. W październiku 2013 roku Polska została przyjęta do Komitetu Pomocy Rozwojowej OECD — klubu skupiającego najdojrzalszych donatorów świata — a świeżo obowiązująca ustawa była w procesie akcesyjnym jednym z głównych dowodów, że polska pomoc przestała być zbiorem doraźnych gestów i stała się polityką państwa. Jesienią tego samego roku dostosowano zresztą ustawową terminologię do standardów Komitetu pierwszą nowelizacją, która przy okazji nadała fundacji z art. 10 nową, obowiązującą do dziś nazwę: Fundacja Solidarności Międzynarodowej.
W tej architekturze tkwią jednak dwa pęknięcia, które z upływem lat stały się tylko wyraźniejsze.
Pierwsze to arytmetyka Rady Programowej. Na dwadzieścia pięć miejsc dziewiętnaście przypada stronie rządowo-parlamentarnej: Krajowy Koordynator, czternastu przedstawicieli resortów, trzech posłów i senator. Organizacje pozarządowe dostały cztery mandaty, nauka i pracodawcy — po jednym. Trudno o czytelniejszą deklarację, jak ustawodawca rozumiał „dialog”: strona społeczna może mówić, ale nigdy nie może przegłosować. OECD w przeglądzie z 2023 roku zalecała wprost reformę Rady, tak by z ciała zatwierdzającego dokumenty stała się realnym forum debaty. Rada wygląda dziś dokładnie tak samo jak w 2011 roku.
Drugie pęknięcie to roczność. Ustawa nakazuje ministrowi coroczne opracowywanie Planu, co w praktyce przekłada się na cykl dobrze znany każdej organizacji realizującej projekty z „Polskiej pomocy”: konkurs ogłaszany wiosną, umowa podpisywana w środku lata, środki do wydania i rozliczenia do 31 grudnia. Trwała zmiana rozwojowa — czy to budowa systemu ratownictwa w Kenii, czy programu edukacyjnego w polskich szkołach — nie mieści się w takim gorsecie z definicji. Częściowym obejściem stały się projekty modułowe, rozpisywane na dwa–trzy lata, ale zasadnicza logika systemu pozostała logiką roku budżetowego, nie logiką rozwoju.
Rollercoaster: co naprawdę mówią liczby
Zobowiązanie Polski jest jednoznaczne i zapisane czarno na białym w Wieloletnim programie: do 2030 roku przeznaczać na oficjalną pomoc rozwojową (ODA) równowartość 0,33 procent dochodu narodowego brutto — to wariant dla „nowych” państw członkowskich w ramach zbiorowego unijnego celu 0,7 procent. Zestawienie deklaracji z rzeczywistością wygląda następująco:
ok. 1,5 mld zł
rok akcesji do Komitetu Pomocy Rozwojowej OECD
ok. 2,8 mld zł
powolny wzrost nominalny
ok. 3,8 mld zł
ostatni „normalny” rok statystyczny
ponad 15 mld zł
rekord wszech czasów — koszty uchodźcze po agresji Rosji
ok. 10,9 mld zł
formalne osiągnięcie celu, nadal dzięki kosztom uchodźczym
ok. 7,3 mld zł
powrót trendu spadkowego (dane ostateczne MSZ)
ok. 1,6 mld USD
wstępne dane OECD — poziom sprzed dekady
Na pierwszy rzut oka ta tabela wygląda absurdalnie: jak pomoc może w rok urosnąć o 272 procent, a potem stopnieć o dwie trzecie? Klucz kryje się w czterech literach: IDRC, in-donor refugee costs. Metodologia OECD pozwala wliczać do pomocy rozwojowej koszty utrzymania uchodźców w kraju donatora — przez pierwszy rok ich pobytu. Po lutym 2022 roku Polska, która przyjęła najwięcej uchodźców z Ukrainy w całej Unii, zaraportowała z tego tytułu kwoty bez precedensu: 9,7–9,8 miliarda złotych w 2022 roku (65 procent całej polskiej ODA), 5,6 miliarda w 2023, jeszcze 1,57 miliarda w 2024.
Powiedzmy to wyraźnie, bo łatwo tu o fałszywy spór: te wydatki były realne, konieczne i chwalebne. Problem leży gdzie indziej — ani złotówka z nich nie opuściła Polski. Formalne „osiągnięcie” celu 0,33 procent w latach 2022–2023 było więc, jak nazywają to raporty monitoringowe Grupy Zagranica i europejskiej sieci AidWatch, pomocą zawyżoną: statystycznym sukcesem, pod którym kryła się stagnacja. Po odjęciu kosztów uchodźczych realny wskaźnik przez cały ten okres tkwił w okolicach 0,16–0,18 procent — mniej więcej tam, gdzie dziś, gdy statystyczna fala opadła. OECD formułuje wniosek bez dyplomatycznych zmiękczeń: Polska nie znajduje się na ścieżce prowadzącej do trwałego osiągnięcia zadeklarowanego celu.
Struktura tej pomocy dopowiada resztę. Większość — w 2024 roku około 62 procent — płynie kanałem wielostronnym, a w nim ponad dziewięć dziesiątych stanowi obowiązkowa składka do budżetu UE; w Planie na 2026 rok sama ta składka to 4,71 z 7,14 miliarda złotych. To pomoc realna, ale bezwładna: Polska ją płaci, lecz jej nie kształtuje. W pomocy dwustronnej z kolei nieproporcjonalnie dużo ważą koszty kształcenia zagranicznych studentów w polskich uczelniach — przed 2022 rokiem nawet połowa i więcej pomocy bilateralnej, w 2024 roku wciąż niemal jedna czwarta — krytykowane za brak związku z krajami priorytetowymi i finansowanie, koniec końców, drenażu mózgów. I wreszcie dwie liczby, które wypada zostawić bez komentarza: na kraje najsłabiej rozwinięte świata trafiło w 2024 roku 51,6 miliona złotych, czyli 0,7 procent polskiej ODA. Projekty realizowane bezpośrednio przez organizacje pozarządowe to około 2 procent całości.
Może na tle regionu wypadamy lepiej? Nie. Według wstępnych danych za 2025 rok liderem względnej hojności jest Litwa (0,21 procent DNB), przed Estonią (0,19) i Łotwą (0,18). Polska ze swoimi 0,16 procent wyprzedza jedynie Węgry, Słowację i Czechy. Kraje mniejsze, o podobnej historii i płytszych kieszeniach, znajdują na pomoc relatywnie więcej niż szósta gospodarka Unii Europejskiej.
Jedno zdanie
Pora na przepis, dla którego powstał ten tekst. Artykuł 2 ustęp 2 ustawy stanowi, że przez współpracę rozwojową rozumie się także „działania edukacyjne na rzecz podniesienia świadomości i zrozumienia problemów globalnych oraz współzależności między państwami, zwane dalej »edukacją globalną«”.
To wszystko. Jedno zdanie — jedyne miejsce w całym polskim porządku prawnym, w którym edukacja globalna istnieje. Nie ma jej w Prawie oświatowym ani w żadnym akcie z obszaru edukacji. Nie ma odrębnej strategii rządowej, nie ma ustawowego organu koordynującego. Cała polityka publiczna w tej dziedzinie wisi na dwudziestu kilku słowach ustawy o pomocy zagranicznej — i na tym, ile pieniędzy MSZ zdecyduje się w danym roku przeznaczyć na konkurs.
A zaczynało się obiecująco. W 2011 roku, równolegle z ustawą, MSZ, Ministerstwo Edukacji Narodowej i organizacje pozarządowe podpisały trójstronne porozumienie o wspieraniu rozwoju edukacji globalnej. Rok wcześniej Polska przeszła europejski przegląd partnerski sieci GENE (Global Education Network Europe), którego raport chwalił dynamikę polskiego trzeciego sektora i zostawiał pięć rekomendacji, z powołaniem narodowego komitetu do spraw edukacji globalnej i stopniowym wzrostem finansowania na czele. Piętnaście lat później komitet nie istnieje, kształcenie nauczycieli w tym zakresie pozostaje domeną rozproszonych projektów pozarządowych, a finansowanie — zamiast rosnąć — przeszło załamanie, które najuczciwiej pokazać w liczbach:
konkurs MSZ „Edukacja globalna 2018” (moduły do 2020 r.)
11 dofinansowanych ofert; na 2019 r. zaplanowano 1 760 198 zł
konkurs „Edukacja globalna 2020”
anulowany z powodu pandemii
konkurs „Edukacja globalna 2021”
tylko wkłady własne do projektów finansowanych z innych źródeł
konkurs „Edukacja globalna 2023”
cztery dofinansowane projekty w całym kraju
konkurs „Edukacja globalna 2024” + regranting
dziewięć ofert; regranting FED dla małych organizacji
konkurs „Edukacja globalna 2026”
ogłoszony 21 maja 2026 r.; dotacje 100–300 tys. zł; realizacja do końca roku
Dla skali: w tym samym Planie na 2026 rok konkurs „Polska pomoc rozwojowa” ma budżet 28,36 miliona, a konkurs humanitarny — 15 milionów złotych. Edukacja globalna, równorzędny ustawowo trzeci filar współpracy rozwojowej, otrzymuje mniej więcej trzy i pół procent tego, co filar pierwszy. Milion złotych rocznie na tłumaczenie 38-milionowemu społeczeństwu świata, w którym globalne współzależności decydują o cenach energii, ruchach migracyjnych i bezpieczeństwie regionu — to mniej, niż kosztuje wybudowanie jednego kilometra ścieżki rowerowej.
Co można zrobić za tak niewiele
Byłoby jednak nieuczciwością zostawić czytelnika z samą księgowością. Bo druga strona tej historii jest zdumiewająca: jak wiele przez te lata zbudowano za tak skromne pieniądze — i jak wysoką jakość tej pracy potwierdzają kontrole.
W Łodzi Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła” sięgnął po kamishibai — tradycyjny japoński teatr ilustrowanych opowieści — i rozesłał do setek przedszkoli, szkół i bibliotek bajki edukacyjne wraz ze scenariuszami zajęć: „Żyrafę na rowerze” o uchodźstwie, „Po drugiej stronie gór” o dostępie do wody pitnej. W Łomży powstało interaktywne centrum edukacji globalnej, wokół którego przeszkolono pedagogów z całego Podlasia; w tamtejszych szkołach dzieci składały ptaszki origami, ucząc się przy okazji o prawach człowieka i uchodźstwie. W Krakowie salezjański park edukacyjny Wioski Świata, odtwarzający warunki życia na różnych kontynentach, stał się salą wykładową dla studentów i miejscem konferencji z udziałem gości z Etiopii i Sierra Leone. Festiwal filmów dokumentalnych HumanDOC przez lata przywoził do Polski kino o globalnych współzależnościach — a przy okazji wyprodukował pierwszy polski podręcznik akademicki do global studies. Fundacja „Krzyżowa” uczyła przyszłych nauczycieli, jak rozmawiać w klasie o kolonializmie i dyskryminacji. Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie kampanią „Naprawmy modę!” tłumaczyła, co wspólnego ma zawartość polskich szaf z warunkami pracy w szwalniach Azji.
Do tego dochodzi infrastruktura, która zostaje na lata: portal e-globalna.edu.pl z blisko 28 tysiącami materiałów dydaktycznych dla nauczycieli wszystkich przedmiotów i etapów, repozytoria scenariuszy lekcji, gry edukacyjne o łańcuchach dostaw elektroniki. I doroczny rytm Tygodnia Edukacji Globalnej, koordynowanego w Polsce przez Grupę Zagranica — w listopadzie 2025 roku odbyła się jego dwudziesta siódma edycja, spinająca setki wydarzeń od warszawskich seminariów metodycznych po konkursy plastyczne w podstawówce na białostockim osiedlu.
Rzetelność tej pracy ma zresztą urzędowe poświadczenie. Gdy NIK skontrolowała rozliczenia projektów pomocowych, w piętnastu badanych podmiotach doszukała się wprawdzie uchybień formalnych w dziesięciu — ale wydatki zakwestionowane co do meritum wyniosły łącznie 8,5 tysiąca złotych, ułamek promila badanych budżetów, a żadne uchybienie nie wpłynęło na realizację celów. Operator regrantingu rozliczył ponad 97 procent otrzymanej dotacji co do grosza. To nie jest sektor, który marnuje publiczne pieniądze. To sektor, któremu publicznych pieniędzy się skąpi.
To nie jest sektor, który marnuje publiczne pieniądze. To sektor, któremu publicznych pieniędzy się skąpi.
Skala strat po latach cięć jest przez to tym boleśniejsza. Załamanie finansowania po 2019 roku — anulowany konkurs, potem lata z budżetami rzędu ćwierci czy pół miliona złotych na cały kraj — naruszyło samą tkankę instytucjonalną: zespoły się rozproszyły, wyspecjalizowane kadry odeszły, część organizacji zmieniła profil. Mechanizm regrantingowy, w którym mikrogranty do 12 tysięcy złotych trafiają do debiutujących organizacji z miejscowości poniżej pół miliona mieszkańców, jest pomysłem wartościowym — dekoncentruje środki i zakorzenia temat lokalnie — ale nie zastąpi projektów systemowych. Grant wielkości używanego samochodu nie zbuduje programu, który zmieni praktykę szkolną w skali kraju.
Na tym tle porównania międzynarodowe bolą podwójnie. Portugalia ma krajową strategię edukacji rozwojowej z systemem monitorowania — w styczniu 2026 roku zainaugurowano jej kolejną edycję, na lata 2025–2030, pieczętując dwie dekady nieprzerwanego wsparcia państwa. Irlandia w 2020 roku wpisała edukację o obywatelstwie globalnym do obowiązkowych standardów kształcenia nauczycieli. W Finlandii temat jest wszyty w narodową podstawę programową, a za jego jakość odpowiada rządowa agencja edukacyjna. Polska pozostaje na tej mapie krajem jednego zdania.
- PortugaliaSTRATEGIA KRAJOWA
Krajowa strategia edukacji rozwojowej z monitoringiem. Nowa edycja 2025–2030 — dwie dekady wsparcia.
- IrlandiaSTANDARD KSZTAŁCENIA
Edukacja o obywatelstwie globalnym w obowiązkowych standardach kształcenia nauczycieli (2020).
- FinlandiaPODSTAWA PROGRAMOWA
Temat wszyty w narodową podstawę programową. Za jakość odpowiada rządowa agencja.
- PolskaJEDNO ZDANIE
Art. 2 ust. 2 ustawy o pomocy zagranicznej. Bez strategii, komitetu i miejsca w oświacie.
Społeczeństwo, którego nikt nie uczy
Czy to w ogóle ma znaczenie? Badania opinii publicznej odpowiadają na to pytanie z brutalną precyzją — i to one są, naszym zdaniem, najmocniejszym argumentem w całej tej historii.
Zacznijmy od dobrej wiadomości: Polacy chcą pomagać. W cyklicznych badaniach realizowanych dla MSZ poparcie dla wspierania krajów słabiej rozwiniętych deklarowało 69 procent respondentów w 2019 roku i 65 procent w 2022. Motywacje są znamienne: obok moralnego obowiązku (41 procent) badani wskazują chęć zrewanżowania się za pomoc, którą Polska sama kiedyś otrzymała — pamięta o tym ponad jedna czwarta społeczeństwa. Sceptycy z kolei najczęściej twierdzą, że Polska jest na pomaganie za biedna: argument o tyle wymowny, że wypowiadany w kraju, którego dochód na mieszkańca przewyższył właśnie kilka państw „starej” Unii. Ciekawa jest też odpowiedź na pytanie, kto powinien tę pomoc nieść: najwięcej wskazań zbierają polskie organizacje pozarządowe i firmy (47 procent) oraz wyspecjalizowane agendy międzynarodowe — a więc dokładnie te kanały, przez które płynie dziś najmniejsza część polskiej ODA. Obywatele intuicyjnie projektują system odwrotny do istniejącego.
Teraz wiadomość gorsza: to poparcie unosi się w informacyjnej próżni. Zaledwie 12 procent Polaków deklarowało, że w miesiącach poprzedzających badanie zetknęło się z jakąkolwiek informacją o polskiej pomocy rozwojowej. Rozpoznawalność logo „Polska pomoc” — znaku, którym od 2008 roku obowiązkowo sygnowane są wszystkie finansowane przez MSZ projekty — wynosi w społeczeństwie 5,5 procent. Rządowa ewaluacja działań informacyjnych, z której pochodzą te dane, odnotowała jeszcze jeden szczegół: najsłabiej markę kojarzą ludzie młodzi. Z pojęciami jest podobnie: o Celach Zrównoważonego Rozwoju słyszało 19 procent Polaków, o Agendzie 2030 — 14 procent, a rzetelną wiedzę o tych ramach deklaruje od czterech do ośmiu osób na sto.
Najbardziej niepokojące są jednak dane o postawach — i ich dynamice. Wiosną 2022 roku przyjmowanie uchodźców z Ukrainy popierało 94 procent Polaków; w grudniu 2025 roku, według CBOS, już tylko 48 procent, przy 46 procentach przeciwnych — to najgorszy wynik w historii tych pomiarów. Socjologowie nazywają to zmęczeniem współczuciem, ale mapa tego zmęczenia mówi więcej niż etykieta: sprzeciw jest najsilniejszy tam, gdzie edukacji i debaty o globalnych procesach jest najmniej. Badanie Centrum Edukacji Obywatelskiej o młodzieży wobec globalnych wyzwań pokazało zjawisko, które powinno zatrzymać każdego, kto planuje politykę edukacyjną: otwartość na „innego” spada wraz z wiekiem ucznia, a w grupie 18–24 lata niechęć wobec uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki deklaruje około 60 procent badanych. Szkoła nie równoważy tego dryfu, bo nie bardzo ma czym: analiza 249 podręczników do edukacji wczesnoszkolnej wykazała, że jakiekolwiek treści globalne zawiera 57 z nich — niespełna jedna czwarta — i to zwykle epizodycznie, z perspektywą sięgającą najdalej granic Unii Europejskiej. Nauczyciele, którzy chcą uczyć o świecie, opisują w badaniach strategie godne ruchu oporu: „przemycanie” treści globalnych na lekcjach innych przedmiotów i ostrożne dobieranie słów, by w konserwatywnym otoczeniu nie narazić się na zarzut upolityczniania szkoły.
Społeczeństwo, które chce pomagać, ale nie wie, że jego państwo pomaga.
Zestawmy to wszystko: społeczeństwo, które chce pomagać, ale nie wie, że jego państwo pomaga; młodzież, której otwartość topnieje z każdym rokiem edukacji; podręczniki, w których świat kończy się na Odrze i Bugu — oraz budżet na edukację globalną w wysokości miliona złotych rocznie. Trudno o czytelniejszy przykład polityki publicznej, w której zdiagnozowany problem i przeznaczone na niego środki rozjeżdżają się o rzędy wielkości.
Jest w tym obrazie jedno realne światło. Od 1 września 2025 roku w szkołach ponadpodstawowych obowiązuje nowy przedmiot: edukacja obywatelska, następca Historii i Teraźniejszości. Jego podstawa programowa mówi wprost o budowaniu tożsamości uczniów w wielu kręgach wspólnotowych — z „europejskim i globalnym” włącznie — i stawia na krytyczne myślenie, odporność na dezinformację, metodę projektu. Po raz pierwszy od lat perspektywa globalna ma szansę wejść do polskiej szkoły nie jako finansowany grantem dodatek, lecz jako element obowiązkowego kształcenia. Czy ta szansa zostanie wykorzystana, zależy jednak od tego, czy ktoś wesprze nauczycieli uczących zupełnie nowego przedmiotu — scenariuszami, szkoleniami, materiałami. Czyli od organizacji, którym właśnie piąty rok z rzędu wydziela się budżety głodowe. Koło się zamyka.
Fundacja z ustawy i bank z nowelizacji
Dwie instytucje w tym systemie zasługują na osobne omówienie, bo obie mówią coś istotnego o kierunku, w którym zmierza polska pomoc.
Pierwsza to Fundacja Solidarności Międzynarodowej — ta sama, o którą senaccy legislatorzy dopytywali w 2011 roku. Powstała w 1997 roku jako fundacja „Wiedzieć Jak”, potem popadła w letarg, a ustawa z 2011 roku przywróciła ją do życia w nowej roli: rządowego ramienia wykonawczego, któremu minister spraw zagranicznych może zlecać zadania z pominięciem konkursu, „ze względu na szczególne warunki polityczne” w kraju realizacji. Jej ustrój nie pozostawia złudzeń co do charakteru: radę fundacji, z posłami i senatorem w składzie, powołuje szef MSZ, on też mianuje zarząd, a radzie przewodniczy wiceminister. To agencja rządowa w kostiumie fundacji.
I znów — w dużej mierze zasadnie. W państwach autorytarnych, z Białorusią na czele, jawny konkurs z publikowaną listą beneficjentów mógłby wprost narazić lokalnych aktywistów i dziennikarzy na represje; dyskretny, elastyczny kanał bywa w takich warunkach jedyną odpowiedzialną opcją. Po lutym 2022 roku FSM stała się też logistycznym ramieniem pomocy dla Ukrainy — od ambulansów i autobusów ewakuacyjnych po budowę ochotniczych straży pożarnych w ukraińskich gminach — a w 2023 roku uzyskała unijną certyfikację uprawniającą do zarządzania funduszami Komisji Europejskiej. Pytania, jakie stawia sektor pozarządowy, dotyczą nie samego istnienia tego kanału, lecz proporcji między nim a ścieżką konkursową. W Planie na 2026 rok FSM otrzymuje 26,5 miliona złotych — kwotę porównywalną z łącznym budżetem otwartego konkursu rozwojowego dla wszystkich polskich organizacji pozarządowych. W 2025 roku, gdy MSZ z uwagi na ograniczenia budżetowe nie ogłosiło nowych otwartych konkursów, finansowanie zadań zlecanych Fundacji było kontynuowane; Grupa Zagranica zwróciła wówczas uwagę, w liście otwartym, na ryzyko utraty ciągłości działań niezależnego sektora. Także NIK sformułowała pod adresem ministerstwa wniosek dotyczący nadzoru: przy umowach sięgających kilkudziesięciu milionów złotych rocznie kontrola opierała się głównie na weryfikacji sprawozdań, bez kontroli na miejscu — Izba rekomendowała wzmocnienie tych mechanizmów. Oba kanały, konkursowy i powierzeniowy, mają w systemie swoje uzasadnione miejsce; wyzwaniem na kolejne lata pozostaje takie ułożenie proporcji i standardów nadzoru, by wzmacniały się nawzajem, a nie konkurowały o te same, kurczące się środki.
Druga instytucja jest nowa i wyznacza być może przyszłość całego systemu. Nowelizacja z 20 marca 2025 roku — najgłębsza w historii ustawy, przeprowadzona przez parlament w ekspresowym tempie i przy rzadkim ponadpartyjnym konsensusie — utworzyła w Banku Gospodarstwa Krajowego Finansowy Instrument Współpracy Rozwojowej (FIWR) i uczyniła BGK pełnoprawnym wykonawcą polskiej pomocy. Polska pomoc, dotąd niemal wyłącznie dotacyjna, zyskała twarde narzędzia finansowe: kredyty, gwarancje, wkłady kapitałowe, dopłaty do odsetek, instrumenty mieszane. Ustawodawca zaplanował zasilanie instrumentu z budżetu państwa w rocznych limitach — od 263 milionów złotych w roku startowym po ponad 300 milionów rocznie pod koniec dekady — i wbudował istotny bezpiecznik: FIWR nie może samodzielnie zaciągać długu, co chroni finanse publiczne przed niekontrolowanym rozrostem zobowiązań. Motorem zmiany była perspektywa udziału w odbudowie Ukrainy: BGK — jako jedyna polska instytucja — zabezpieczył 365 milionów euro unijnych gwarancji i około 80 milionów euro grantów w ramach Ukraine Facility, a pierwszy projekt z udziałem środków FIWR, wart 42 miliony złotych, obniża koszt kredytu dla ukraińskich małych firm działających w strefach przyfrontowych. W lipcu 2026 roku BGK objął współprzewodnictwo w JEFIC, sieci skupiającej największe europejskie banki rozwoju — od niemieckiego KfW po francuską AFD — co jeszcze pięć lat temu brzmiałoby jak fantazja.
Ta „finansjalizacja” pomocy wpisuje Polskę w dominujący trend europejski, w którym publiczny grosz ma przede wszystkim mobilizować kapitał prywatny. Trend ma jednak dobrze udokumentowaną ciemną stronę, o której głośno mówią sieci CONCORD i Eurodad: pożyczki, nawet preferencyjne, pogłębiają presję zadłużeniową na kraje, z których wiele już tonie w długach; instrumenty wymagające rentowności z natury omijają państwa najbiedniejsze i sektory kluczowe dla walki z ubóstwem; a metodologia „ekwiwalentu grantu” pozwala raportować jako pomoc wartości, za którymi nie stoi porównywalny wysiłek budżetowy. Pytanie „czy pożyczka to jeszcze pomoc?” nie jest retoryczne. Od odpowiedzi zależy, czy FIWR stanie się dźwignią polskiej pomocy — czy jej wygodnym substytutem.
Kontrola: system opisany od środka
Rzadko się zdarza, by system polityki publicznej został w krótkim czasie prześwietlony równocześnie przez najwyższy organ kontroli państwa, klub najbogatszych donatorów świata i własne środowisko akademickie. Polskiej pomocy się to przydarzyło — a diagnozy, choć formułowane z różnych perspektyw, okazały się w zaskakującym stopniu zbieżne.
Najwyższa Izba Kontroli, badając realizację Wieloletniego programu w latach 2021–2024, oceniła pracę wykonawców — organizacji, uczelni, samorządów — pozytywnie. Znacznie krytyczniej wypadła ocena zarządzania strategicznego. Izba ustaliła, że w latach 2021–2023 nie przeprowadzono żadnego badania ewaluacyjnego, nie opracowano strategii współpracy dla krajów priorytetowych, a matryca rezultatów w rocznych planach nie zawierała wartości bazowych ani docelowych, co w praktyce uniemożliwiało rzetelny pomiar efektów programu. Odrębne, poważne ustalenie dotyczyło konkursu „Polska pomoc rozwojowa 2023”: decyzją podjętą w ministerstwie, odmiennie od rekomendacji komisji konkursowej, przyznano siedem dotacji na łączną kwotę 7,02 miliona złotych, w tym dwie na projekty, które na wstępnym etapie oceny nie osiągnęły minimalnego progu punktowego. NIK zakwalifikowała ten tryb jako naruszenie zasad przejrzystości i uczciwej konkurencji i skierowała w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury; postępowanie pozwoli wyjaśnić okoliczności sprawy. Niezależnie od jej finału ustalenia Izby wzmacniają wniosek, który środowisko formułuje od dawna w duchu konstruktywnym: system konkursowy zyskałby na dodatkowych gwarancjach proceduralnych — jasno określonej mocy wiążącej ocen komisji i pełnej jawności uzasadnień — które chroniłyby zarówno organizacje, jak i samą administrację przed wątpliwościami co do rzetelności rozstrzygnięć.
OECD, do którego klubu donatorów Polska należy od 2013 roku, przeprowadziło dotąd dwa pełne przeglądy partnerskie polskiego systemu. Bilans drugiego, z 2023 roku: z piętnastu rekomendacji sformułowanych sześć lat wcześniej Polska wdrożyła, w całości lub częściowo, osiem. Zalecenia Komitetu brzmią jak echo postulatów Grupy Zagranica z 2011 roku: wyznaczyć realną ścieżkę budżetową do 0,33 procent, zreformować Radę Programową, odbudować ewaluację, a przede wszystkim odejść od rocznych konkursów na rzecz wieloletnich umów ramowych z organizacjami pozarządowymi. Badacze dopowiadają kontekst: Patryk Kugiel z PISM od lat dowodzi, że pomoc rozwojowa nigdy nie stała się w Polsce przedmiotem realnej debaty politycznej — jest traktowana jak unijny obowiązek księgowy, nie jak narzędzie budowania pozycji państwa. Skalę tej nieobecności zmierzyła Grupa Zagranica: w latach 2019–2023 sformułowanie „edukacja globalna” padło na posiedzeniach plenarnych Sejmu dokładnie raz.
Rocznica w cieniu potopu
Wszystko powyższe działoby się w każdych okolicznościach. Ale okoliczności są nadzwyczajne — i one nadają rocznicy właściwą wagę.
W kwietniu 2026 roku OECD ogłosiła wstępne dane o globalnej pomocy za rok 2025: spadek o 23,1 procent w ujęciu realnym, największy w całej historii pomiaru, cofający światową ODA do poziomów z czasów, gdy uchwalano Agendę 2030. Trzy czwarte tego tąpnięcia wygenerowały same Stany Zjednoczone, których pomoc — po faktycznym demontażu agencji USAID — skurczyła się o 57 procent; po raz pierwszy w historii największym donatorem świata zostały Niemcy. Pomoc humanitarna spadła o ponad jedną trzecią, wsparcie dla krajów najsłabiej rozwiniętych o jedną czwartą, a prognozy na 2026 rok zapowiadają dalsze cięcia.
Dla średniego donatora, jakim jest Polska, ten potop ma dwie konsekwencje — i obie, co rzadkie, wskazują ten sam kierunek. Po pierwsze, uzasadnia zwrot ku instrumentom finansowym: w świecie kurczących się grantów rośnie znaczenie mechanizmów, które lewarują kapitał prywatny i unijny, a FIWR daje tu Polsce narzędzia, jakich nigdy nie miała. Po drugie — i ważniejsze — wycofywanie się wielkich donatorów tworzy próżnię dokładnie tam, gdzie Polska ma najgłębsze kompetencje i najżywotniejsze interesy: w Ukrainie, Mołdawii, na Kaukazie. Argument solidarnościowy i argument interesu narodowego, zwykle ustawiane po przeciwnych stronach debaty, mówią dziś zgodnie: to jest moment na więcej polskiego zaangażowania, nie mniej.
Bilans
Ustawa z 16 września 2011 roku zrobiła to, do czego ustawy służą: zamieniła improwizację w system. Dała polskiej pomocy koordynatora, cykl programowania, ramy sprawozdawcze i przepustkę do klubu dojrzałych donatorów. Okazała się zdolna do ewolucji — nowelizacja z 2025 roku wprowadziła Polskę do europejskiej ekstraklasy finansowania rozwoju. Niczego z tego nie należy pomniejszać.
Ale po piętnastu latach równie wyraźnie widać, czego ustawa nie zrobiła — i uderzające jest, że to dokładnie te rzeczy, które świadomie odrzucono w 2011 roku. Nie powstała agencja wykonawcza, więc MSZ dusi się operacyjną obsługą konkursów, a Polska pozostaje jednym z nielicznych państw OECD DAC bez takiej instytucji. Nie zapisano zasady spójności polityk, więc edukacja globalna wisi bezpańsko między resortami. Nie stworzono wieloletnich ram finansowania dla organizacji, więc sektor żyje od konkursu do konkursu — o ile konkurs w ogóle zostanie ogłoszony. Nie wytyczono ścieżki budżetowej do 0,33 procent, więc zobowiązanie na 2030 rok pozostaje deklaracją bez pokrycia. Piętnaście lat to dość, by przestać nazywać te braki „wyzwaniami wdrożeniowymi”. To są decyzje — podjęte, podtrzymywane i odnawialne.
A jedno zdanie z art. 2 ust. 2? Przez piętnaście lat okazało się jednocześnie za mało i zdumiewająco dużo. Za mało, by dać edukacji globalnej stabilne finansowanie, strategię i miejsce w systemie oświaty. Zdumiewająco dużo, bo na tych dwudziestu kilku słowach — i na uporze kilkudziesięciu organizacji — zbudowano całą polską praktykę tej dziedziny: teatrzyki kamishibai w wiejskich bibliotekach i podręcznik akademicki, portal z 28 tysiącami materiałów i dwadzieścia siedem edycji Tygodnia Edukacji Globalnej. Dziś, gdy do szkół wchodzi edukacja obywatelska z komponentem globalnym, a badania pokazują społeczeństwo coraz bardziej zmęczone światem, którego nikt mu nie wytłumaczył, to zdanie zasługuje wreszcie na rozwinięcie: na narodową strategię edukacji globalnej, o którą środowisko upomina się od 2010 roku.
Piętnaście lat temu, w przedwyborczym pośpiechu ostatnich posiedzeń kadencji, polski parlament zapisał w ustawie intuicję, że los tego kraju jest spleciony z losem świata. Wszystko, co wydarzyło się od tamtej pory — wojna za wschodnią granicą, miliony uchodźców, kryzys klimatyczny pukający do drzwi, rozpad starego porządku pomocowego — tę intuicję potwierdziło z nawiązką. Nie potwierdziła się na razie druga część zakładu: że za intuicją pójdą pieniądze, instytucje i wyobraźnia. Ale historia kraju, który w ciągu jednego pokolenia przeszedł drogę od 50 miliardów dolarów otrzymanej pomocy do współprzewodniczenia sieci europejskich banków rozwoju, dowodzi przynajmniej tego, że rzeczy uchodzące u nas za niemożliwe bywają kwestią półtorej dekady. Następna zaczyna się teraz.
Źródła i materiały
- Ustawa z dnia 16 września 2011 r. o współpracy rozwojowej (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1460) — isap.sejm.gov.pl; przebieg prac: druk sejmowy nr 4469, Sejm VI kadencji — orka.sejm.gov.pl
- Zapis stenograficzny posiedzenia senackiej Komisji Spraw Zagranicznych nad ustawą (druk senacki nr 1346), wrzesień 2011 — senat.gov.pl
- Ustawa z dnia 20 marca 2025 r. o zmianie ustawy o współpracy rozwojowej oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2025 poz. 525) — informacja Kancelarii Prezydenta RP: prezydent.pl
- Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Plan współpracy rozwojowej w 2026 roku, Warszawa, grudzień 2025 — gov.pl/polskapomoc
- MSZ, Wieloletni program współpracy rozwojowej na lata 2021–2030. Solidarność dla rozwoju — gov.pl
- MSZ, ogłoszenie i regulamin konkursu „Edukacja globalna 2026” — gov.pl; wyniki konkursów „Edukacja globalna” 2018–2024 — gov.pl, dane.gov.pl
- Najwyższa Izba Kontroli, Realizacja „Wieloletniego programu współpracy rozwojowej na lata 2021–2030. Solidarność dla rozwoju” (P/24/003), 2025 — nik.gov.pl (raport), nik.gov.pl (komunikat)
- OECD, OECD Development Co-operation Peer Reviews: Poland 2023 — oecd.org
- OECD, Development Co-operation Profiles: Poland (2025) — oecd.org
- OECD, Preliminary official development assistance levels in 2025 oraz A historic decline in foreign aid (kwiecień 2026) — oecd.org, oecd.org
- MSZ, Polska pomoc 2024 w liczbach (i analogiczne zestawienia za lata 2012–2023) — gov.pl
- Grupa Zagranica, Polska współpraca rozwojowa. Raport 2025 — zagranica.org.pl; Współpraca rozwojowa w debacie parlamentarnej 2019–2023 — zagranica.org.pl
- CONCORD, AidWatch 2025 — aidwatch.concordeurope.org
- GENE, Global Education in Poland. The European Global Education Peer Review Process. National Report (2010) — gene.eu
- MSZ / Kantar, Polacy o pomocy rozwojowej — badania opinii publicznej 2019 i 2022 — gov.pl (2019), gov.pl (2022)
- MSZ, Evaluation of Polish Development Cooperation: Information and Promotional Activities (WPWR 2016–2020) — gov.pl (PDF)
- CBOS, Polacy o wojnie w Ukrainie i pomocy uchodźcom, komunikat nr 2/2026 — cbos.pl
- Kampania 17 Celów / Research Collective, badanie świadomości SDG wśród Polaków — kampania17celow.pl
- B. Walczak, M. Tędziagolska, Młodzież wobec globalnych wyzwań 2022, Centrum Edukacji Obywatelskiej — ceo.org.pl (PDF)
- Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”, Nieobecny świat. Edukacja globalna w podręcznikach dla pierwszego etapu edukacyjnego — globalna.edu.pl (PDF); materiały kamishibai — globalna.edu.pl
- Fundacja Edukacja dla Demokracji, portal e-globalna.edu.pl i program regrantingowy — fed.org.pl
- BGK, Współpraca rozwojowa oraz Plan rzeczowo-finansowy FIWR na 2025 r. — bgk.pl, bgk.pl (PDF); komunikat o umowie z KredoBankiem — pkobp.pl
- Fundacja Solidarności Międzynarodowej, Statut i ustawa — solidarityfund.pl
- Ośrodek Rozwoju Edukacji, materiały o przedmiocie edukacja obywatelska (2025) — ore.edu.pl
- Eurodad, Aid under threat: The shadowy business of private sector instruments — eurodad.org
- P. Kugiel, 20 lat współczesnej polskiej polityki współpracy rozwojowej, PISM — pism.pl
- US GAO, Poland: Economic Restructuring and Donor Assistance (NSIAD-95-150) — gao.gov
Zobacz także w sekcji Insights: analiza agendy ONZ „Młodzież, pokój i bezpieczeństwo” — w tym wątek finansowania edukacji globalnej i polityki młodzieżowej w Polsce.